Historia o Jacku, co odkrył sekret fenomenalnych osiągnięć . CZĘŚĆ 3.

Zaangażowanie Jacka w trening zaskoczyło wszystkich, łącznie z nim samym.

Myślał o piłce od momentu usłyszenia porannego budzika i kładł się spać z wizją pięknej, piłkarskiej kariery.

Przez 2 miesiące jego motywacja płonęła. Trener zaszczepił w nim zalążek profesjonalizmu, który dało się zauważyć na treningach. Jacek oprócz treningu klubowego wykorzystywał każdą wolną chwilę, żeby gdzieś pokopać. Zawsze miał piłkę w plecaku, więc wykorzystywał nawet 10 minutowe przerwy między lekcjami.

Zaczął dbać o dietę. Przestał obżerać się chipsami i gazowanymi napojami.

Mimo sporej odległości z domu do szkoły (ok. 3 km) zrezygnował z jazdy autobusem.

Najczęściej szedł pieszo, ale często zdarzało mu się też biec, szczególnie kiedy zaspał.

Codziennie w domu ćwiczył z obciążeniem własnego ciała. Robił mnóstwo pompek, brzuszków, przysiadów z dodatkowym obciążeniem i podciągnięć na drążku. W domowym ogródku zrobił też  specjalny tor z przeszkodami, gdzie trenował przyśpieszenia i zmiany kierunku biegu- element bardzo ważny w piłce nożnej.

Szybko zauważył, że jego ciało zaczyna się zmieniać, a gra nabierała nowej jakości.

Jacek wyróżniał się na tle drużyny i w wielu meczach był najlepszym zawodnikiem na boisku.

Po jednym z takich spotkań cała drużyna wpadła na pomysł, żeby świętować wygrany mecz i przejść się na imprezę.

W głowie piłkarza pojawiły się wątpliwości. Czuł się zmęczony i planował położyć się spać wcześniej niż zwykle. Następnego dnia miał zaplanowane spotkanie ze skautem ze znanego polskiego klubu. Chciał być świeży i wypoczęty. Spotkanie miało mieć charakter testów piłkarskich.

Pomyślał, że nie stanie się nic złego jeśli przejdzie się na tę imprezę na godzinę, góra dwie.

Zasłużyłem na to– przekonał sam siebie i o 20 stawił się w umówionym miejscu z chłopakami.

Tego wieczoru odżyły jego stare nawyki. Wypił kilka piw, zapalił kilka papierosów, a wracając o 3 rano do domu nie omieszkał zahaczyć o hot-dogi na stacji benzynowej.

Jak duży błąd popełnił, dowiedział się nad ranem, kiedy ojciec obudził go na śniadanie. Ogromny ból głowy, mdłości i szum w uszach sprawiły, że jego pewność siebie, przed testami zaplanowanymi na godzinę 10, mocno osłabła.

Jacek wiedział, że zawalił i nie zaprezentuje dzisiaj 100% swoich umiejętności.

Podjął decyzję, że nie nadaje się dzisiaj do niczego i nie pojawił się na spotkaniu.

Cały dzień leżał na kanapie i oglądał telewizję.

Chciał, żeby ten dzień jak najszybciej się skończył.

Poniedziałkowy trening klubowy wyglądał tak, jak co tydzień: siłownia i dużo biegania z piłkami.

Trener szybko zauważył, że Jacek zachowuje się inaczej niż w poprzednich tygodniach. Widział, że zawodnik jest jakiś przygaszony i nie trenuje z takim zaangażowaniem jak ostatnio.

Przeczuwał, co się stało. Wiedział, że ten moment prędzej czy później nadejdzie.

Na sam koniec treningu, zgodnie ze swoim rytuałem, zebrał zawodników wokół siebie i kazał usiąść na trawie.

Zaczął jak zwykle swoim ulubionym pytaniem:

Kto z Was dał dzisiaj z siebie 100%?

Ręce podniosło zaledwie kilku piłkarzy. Jacek wpatrywał się w murawę.

Trener udał zdziwienie, jednak ta sytuacja zupełnie go nie zaskoczyła.

Wiedział dlaczego do niej doszło.

-Czy ktoś potrafi mi to wyjaśnić?-kontynuował.

Zawodnicy nie wiedzieli co powiedzieć.

Każda drużyna ma swoich liderów. Kiedy lider zawodzi, nie stara się, ma negatywne nastawienie, drużyna to czuje. Kiedy liderowi się nie chce, nie chce się całej drużynie. Niektórzy z Was przez ostatnie tygodnie byli wzorem do naśladowania dla innych. Wiedziałem, że przyjdzie jednak moment kiedy wasza motywacja zacznie słabnąć. Poczuliście na sobie pierwsze efekty ciężkiej pracy. Poczuliście rozwój i staliście się lepszymi zawodnikami. Ten moment to pułapka.

Zawodnicy spojrzeli się po sobie, nie do końca rozumiejąc, co Trener ma na myśli.

-Kiedy osiągniesz pewien poziom umiejętności, który w twoim środowisku pozwala ci na swobodną grę stajesz się zbyt pewny siebie. Zaczynasz trenować i żyć w strefie komfortu.

Wydaje ci się, że możesz przestać trenować na 100%, tłumacząc sobie, że jesteś dobry i to wystarcza to gry w pierwszym składzie. Wydaje ci się, że możesz zacząć balować i pozwolić sobie na różne pokusy, bo na to zasłużyłeś. Wydaje ci się, że jesteś tak dobry, że inne kluby będą się o ciebie bić bo zagrałeś kilka dobrych meczów.

Trener zacząć brzmieć groźnie, a zawodnicy poczuli, że może wiedzieć o ich sobotniej imprezie.

Nie jestem tutaj tylko po to, żeby nauczyć was gry w piłkę. Chcę was nauczyć właściwej postawy w życiu. Nowe nawyki, które uda wam się teraz utrwalić mogą was wynieść wyżej niż jesteście to sobie w stanie wyobrazić.Jest jednak pewien warunek:

Nie możecie pozwolić, aby wasze stare, destrukcyjne nawyki odżywały na nowo. Stary nawyk jest jak wyschnięte koryto w rzece- jeśli wpuścicie tam wodę to popłynie dokładnie tak jak wcześniej. Nowy nawyk potrzebuje czasu i cierpliwości. Pozwólcie mu się tworzyć.

Zawodnicy osłupieli. Porównanie nawyku do rzeki pobudziło ich wyobraźnię i pozwoliło lepiej zrozumieć całą ideę.

-Czy to znaczy, że w ogóle nie możemy się bawić?– zapytał jeden z chłopaków.

-Oczywiście, że możecie, ale musicie to robić świadomie i pod kontrolą. Jeśli planujesz przejść się na imprezę, wypić jedno piwo i wrócić do domu o 24 i dokładnie tak uczynisz- to nic złego się nie dzieje. Działasz dokładnie tak, jak zaplanowałeś. Jednak kiedy sprawy przybierają inny obrót, dajesz się ponieść pokusom i namowom innych, a wcześniejsze założenia legną w gruzach, to działasz na swoją niekorzyść.

Stary nawyk i nieświadomość przejmują nad tobą kontrolę.

Jacek ponownie miał wrażenie, że Trener czyta w jego myślach.

Czuł do siebie żal. Zaczął się zastanawiać, czy dostanie jeszcze kiedyś szansę zaprezentowania swoich umiejętności w klubie, w którym miał się stawić w niedzielę.

-Prawdziwy sportowiec jest odpowiedzialny i zdeterminowany w dążeniu do celu– kontynuował Trener.

-Będziecie w swoim życiu poznawać wiele przypadkowych osób i wysłuchiwać wielu historii. Będziecie słuchać anegdot o piłkarzach, którzy mało trenują, piją, jarają i imprezują, a mimo to grają w wysokich ligach. Najczęściej będą je opowiadać piłkarze, którzy utknęli gdzieś w przeciętności. Takimi historiami będą usprawiedliwiać własne postępowanie i brak sukcesów. Skoro sami źle się prowadzą, to będą żyć w złudzeniu, że tak robią wszyscy i nie ma to wpływu na ich karierę.

Nie słuchaj ich lub rób to z politowaniem.

Trener zrobił dłuższą pauzę i spojrzał na drużynę.

-Też jestem człowiekiem i też popełniam błędy. Nie oczekuję, że będziecie robotami.

Będziecie się potykać. Jednak musicie wtedy jak najszybciej wyciągać wnioski i wziąć się do roboty. Nie może być tak, że błąd który zrobisz w sobotę, rzutuje na twoją postawę w poniedziałek. Każdy dzień jest jak biała karta. Każdego dnia możesz zaczynać od nowa. Nie pozwalajcie swoim porażkom kierować wami tu i teraz. Jeśli jednego dnia zawaliłeś, następnego daj z siebie maksa. To najlepszy sposób na porażkę. Praca, praca i jeszcze raz praca.

Po tych słowach Trener dał znak, żeby chłopcy wstali i wykonali drużynowy okrzyk.

Po raz kolejny trafił prosto do serc swoich zawodników. Był dla nich jak ojciec. Ufali mu bezgranicznie.

-Jacek, możesz na chwilę zostać. Mam Ci coś do powiedzenia.

-Tak trenerze, słucham...-odpowiedział niepewnie.

-Dzwonił do mnie znajomy trener. Podobno miałeś się stawić u niego w niedzielę na spotkaniu.

-Tak wiem, ale niestety dałem ciała i nie pojechałem.

-Czego cię to nauczyło?

-To co Trener dzisiaj powiedział… Muszę być bardziej odpowiedzialny… Szkoda, że nie pojechałem. Zmarnowałem swoją szansę…-powiedział ze łzami w oczach.

-Powiedziałem temu znajomemu, że złapałeś w meczu drobną kontuzję i kazałem ci w niedzielę odpoczywać. Chcę się z Tobą widzieć w następną niedzielę. Pasuje ci?

Jacka zamurowało.

-Bardzo Panu dziękuję. Nie wiem, jak się mogę odwdzięczyć.

-Nie zmarnuj swojej kariery. To będzie dla mnie najlepszy prezent. Zmykaj do szatni. -szybko odpowiedział Trener, nie chcąc kontynuować wątku.

Wiedział, że chłopak dużo dzisiaj zrozumiał.

Wracając do klubowego budynku Jacek nie potrafił ukryć radości na swojej twarzy.

Myślał o Trenerze i o tym, co dla niego zrobił.

Przysiągł sobie, że już nigdy go nie zawiedzie.